IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Vaphel
Admin
avatar

Liczba postów : 3173
Join date : 16/07/2013
Age : 26
Skąd : Mazovian

Karta Postaci
Profesja Główna:
Starter:

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Wto 01 Kwi 2014, 18:08

Ok, przyjęty, ogarnij sobie tematy z KB, KP i boxem.

_________________________________
Powrót do góry Go down
http://pokenova.forumpl.net/t94-fernando-de-la-rosa
Reiko



Liczba postów : 1
Join date : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Pon 05 Maj 2014, 22:06

Imię "Ksywka" nazwisko: Shi 'Shiro' (nazwisko nieznane lub też nie posiada).
Data urodzenia i wiek: 30 sierpnia, 15 lat.
Wygląd: Shi to wysoka nastolatka o jasnej karnacji. Charakterystyczną rzeczą w jej wyglądzie są z pewnością oczy- jasne, kryształowe, co więcej zdają się one błyszczeć w radosnych dla 15-latki chwilach. Również ciemne włosy dziewczyny, zwieńczone u końcówek błękitem, niezwykle rzucają się w oczy. Jej ziemski ubiór stanowi szara bluza z kapturem, wąskie spodnie oraz glany.
Rodzime miasto/Miasto startu i region: Kalos, okolice gór.
Charakter postaci: Ciężko opisać charakter Rei w kilku słowach. Dziewczyna, rzecz jasna, ma własny pomyślunek. Przeważnie nie pcha się do ryzykownych wypraw, chyba, że jest do tego zmuszona, przykładowo ze względu na pełnioną przez nią funkcję strażnika. Nie mogę też powiedzieć, że jest łatwa w kontaktach z innymi. Wręcz przeciwnie. Z powodu dawnej zdrady jednego z jej rodaków jest nieufna względem obcych ludzi, dlatego przy pierwszym spotkaniu bywa nieco płochliwa (i dlatego między innymi często uderza nieznajomych), ale po głębszym poznaniu okazuje się być miłą osóbką. Jeżeli istnieje taka potrzeba, to ludziom zaufanym nigdy nie odmówi pomocy. Ma także spore poczucie humoru i ogromną wolę walki.
Historia:
~ Historia strażników serca Białego Smoka

(Oczami Shiro)

Opowiem Wam pewną legendę. Nie jest ona zbyt długa, ale odegrała, a raczej nadal odgrywa,  ogromną rolę w moim życiu. To historia o powstaniu narodu, który swoje istnienie zawdzięcza jednemu z legendarnych stworzeń. Mojego narodu.
Kilkaset lat temu, pomiędzy istotami posiadającymi ogromną moc (zwanymi współcześnie Legendarnymi Pokémon’ami), doszło do pewnego incydentu, zdolnego wybić naszą rasę niczym szkodniki. Wcześniej wspomniany Biały Smok został bowiem posądzony o zdradę wobec pozostałej Wielkiej Piątki Unovy- Tria walecznych Muszkieterów, bezlitosnego Zekroma oraz Kyurem’a o sercu chłodnym jak lód. Reshiram wygnano za kontakty i zawieranie paktów ze śmiertelnikami, lecz ta kara była dla Czarnego Pana zbyt mała. Pragnął nauczyć ludzi szacunku w stosunku do mistycznych bestii, zabijając trójkę dzieciaków, z którymi jego siostra była w zmowie. Lecz gdy ta wiadomość dotarła do Białej Pani, matczyny instynkt przezwyciężył rozum i ogarnął nią gniew nie do opisania. Chcąc za wszelką cenę ochronić niewinnych przedstawicieli ludzkiej rasy, Reshiram zatarasowała drogę mściwemu Zekrom’owi i wyzwała go na pojedynek. Gdyby w tym momencie reszta legendarnej grupy nie zainterweniowała, najprawdopodobniej nastąpiłby koniec świata. Rodzeństwo zostało rozdzielone i umieszczone w osobnych medalionach. Co więcej właśnie wtedy została wypiętrzona Wyspa Ryu, na której schowano jeden z talizmanów, podzielony na trzy części; Ram, Re oraz Shi. Po ułożeniu ich w odpowiedniej kolejności powstawało imię zaklętego w nim smoka- Reshiram. Od tamtej pory trójka dzieci nie spoczęła, dopóki nie odnalazła zaginionych elementów układanki. Nim jednak udało się im to uczynić, wkroczyli już w dorosłość i pozakładali własne rodziny. Tak oto dali początek naszemu narodowi na Wyspie Ryu. Odtąd obowiązek bycia strażnikiem i noszenia poszczególnych kawałków medalionu przechodził co dwa pokolenia. Osoba utrzymująca drogocenny skarb otrzymywała imię wyryte na nim i musiała przyrzec, że nie połączy go z pozostałymi fragmentami dopóty, dopóki nie będzie to konieczne.
Niestety wkrótce równowaga na Wyspie została zachwiana, gdyż pierwsi ludzie zapragnęli posiąść oba talizmany- również ten Zekrom’a, zesłany do innego rejonu świata- nie wiedząc jak tragiczne mogą być tego skutki.
I tu rozpoczyna się moja misja…
Nazywam się Shi i jestem jednym ze strażników serca Białego Smoka.


~ Pierwsze spotkanie- oko w oko z duchem
[Ostrzeżenie: Poniższy tekst jest fragmentem spisanej notatki głosowej, która została sporządzona przez dwójkę głównych bohaterów- Shi oraz Kei’a]

Hej, z tej strony Kei. Szczerze? Mógłbym opowiadać o sobie godzinami- kim jestem, skąd pochodzę i tak dalej, ale nie mamy z Shiro zbyt dużo czasu, bo musimy gonić… A zresztą, dowiecie się w trakcie nagrania.
W każdym bądź razie, wszystko zaczęło się w pewien mglisty, październikowy poranek, podczas mojego powrotu znad rzeki. Mój dotychczasowy dom mieścił się pośród licznych, mieszanych lasów i wzgórz. Od pozostałej części świata dzielił nas wysoki grzbiet górski, którego pokonanie graniczyło z cudem. Jedynie mojemu dziadkowi udało się tego dokonać. Jednakże, nie wiedzieć czemu, nigdy nie zabierał mnie na wycieczki w tamte strony. Gdy pytałem się go o przyczynę, przygryzał tylko dolną wargę i wymyślał coraz to lepsze wymówi, typu- złe warunki atmosferyczne, czy też niebezpieczne szlaki. Bez dwóch zdań coś przede mną ukrywał i tamtego dnia moja ciekawość osiągnęła swoją granicę.
Dość nagłym ruchem ręki uchyliłem drewniane drzwiczki domu, na tyle, bym mógł wślizgnąć się do środka. Tam, jak zawsze zresztą, panowała dość przytulna atmosfera. Dnie i noce stawały się co raz chłodniejsze, więc na zazwyczaj nieużywanym palenisku, teraz wesoło tańczyły niewielkie iskierki. Od strony łańcucha górskiego zawiał porywisty wiatr i wpadając przez okno, przewrócił jedną z fotografii stojących na kominku. Podszedłem do naszego, rodzinnego ogniska i podniecając płomień, podniosłem zdjęcie z podłogi. Przedstawiało one uśmiechniętego staruszka, trzymającego na rękach niewinne dziecko. Rozejrzałem się po pokoju w celu odnalezienia wzrokiem starszego pana z kadru. Niestety, na próżno- jak zresztą mogłem się spodziewać. Prawda jest taka, że ten emeryt, to mój dziadek, o którym wcześniej wspominałem. Kocha przygody do takiego stopnia, że mimo swojego wieku, nie może wysiedzieć paru miesięcy w jednym miejscu. A gdy już wyrusza na jakąś wyprawę, powierza opiekę nad domem właśnie mi. Tym razem jednak nie wracał już bardzo długo, a ja, podobnie jak inni mieszkańcy wioski, zacząłem powątpiewać czy kiedykolwiek to nastąpi.
Z transu wybiło mnie głośne pukanie w ramę okna. Doskonale znałem ten rytm, to był nasz szyfr, co oznaczało, iż musiał być to… Ram! Zniecierpliwiony blondyn, stał na ogromnej beczce, która służyła nam za swego rodzaju schody, i wpatrywał się w szkło, próbując dostrzec cokolwiek po drugiej stronie szyby- więc kiedy otworzyłem okno, o mało nie wywinął fikołka.
- Wreszcie, czemu tak długo?- Spytał starając się utrzymać równowagę i udając oburzenie.
- A, wiesz, obowiązki wzywają- odparłem, szybko odkładając fotografie na miejsce.
- Obowiązki, mówisz… Czyli teraz jesteś już wolny, tak?
Nie zdążyłem nawet odpowiedzieć, a Ram już pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy, a dokładniej on ruszył, nad nasze miejsce spotkań. Ten dość dziki i czasem złośliwy nastolatek, to mój przyjaciel z dzieciństwa. Niegdyś potrafiliśmy spędzać ze sobą całe dnie. Tak jak ja, nigdy nie poznał swoich rodziców. Słyszałem, że podrzucono go do naszej osady jeszcze jako niemowlaka. Jedyną rzeczą, jaką posiadał, był niewielki złoty medalion z wyrytymi dziwacznymi znakami, które jako jedyny z wioski potrafiłem odczytać- R a m.
Szliśmy krętą, górską ścieżką prosto pod rozłożystą, płaczącą wierzbę. O ile się nie mylę, to właśnie w tej okolicy się poznaliśmy- on przychodził się tutaj uspokoić, a ja najczęściej chowałem się tu po kradzieży kajzerek z jednego z kupieckich straganów. Mimo piekła, które zgotowało mu życie, zawsze był pogodnym i o wiele śmielszym ode mnie dzieciakiem. Praktycznie za każdym razem słuchałem jego porad i zgadzałem się na jego, niekiedy nieźle pokręcone, plany.
Jednakże, gdy tego dnia rzucił propozycję pójścia w pobliskie góry, zacząłem mieć pewne wątpliwości.
- Co jest, tchórzysz?- Spytał z sarkazmem w głosie.
- Nie, ale dzisiaj są złe warunki pogodowe na taką wycieczkę. Poza tym mój dziadek…- zacząłem niepewnie, ale wtem przerwał mi Ram:
- O, matko. ‘Mój dziadek to, mój dziadek tamto’- weź się wreszcie ogarnij! Złe warunki pogodowe, serio? Rzeczywiście zaczynasz się do niego upodabniać. A wiesz Ty co? Dobra, zostań sobie w wiosce, ale twój dziadek przeszedł przez ten te pasmo górskie, więc jest to możliwe. I mam zamiar też tego dokonać!
Już miałem zaprzeczyć, gdy nagle zdałem sobie sprawę z tego, że Ram miał rację. Przez całe dzieciństwo marzyłem o tym, żeby stać się słynnym podróżnikiem i wyruszyć w podróż po otaczającym mnie świecie. Zazdrościłem dziadkowi doświadczenia i zamiłowania do wypraw, a kiedy nadarzyła się okazja do spełnienia swoich wieloletnich życzeń, ja nadzwyczajnie się boję. Moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Mogłem tylko stać nieruchomo i obserwować znikającą za drzewami sylwetkę kumpla.
Koniec końców, wróciłem do wioski, ale świadomość zostawienia przyjaciela na pastwę losu, nie dawała mi spokoju. Próbowałem zapomnieć o tym, co się zdarzyło, lecz słowa Ram’a cały czas krążyły w mojej głowie. Co więcej na niebie pojawiły się pierwsze czarne chmury, co zwiastowało nadchodzącą burzę. Wszystko to razem wzięte sprawiło, że przełamałem w sobie barierę i postanowiłem za nim wyruszyć. Bądź co bądź, był dla mnie kimś, na kształt brata.
Spakowałem najpotrzebniejsze, według zapisek dziadka, rzeczy do wędrówki (w tym także jego dziennik, jedną z ostatnich pamiątek po nim) i ruszyłem śladami Ram’a. Na szczęście udało mi się go złapać w połowie szczytu, tuż przed okropną ulewą.
Muszę przyznać, iż to, co mówią o nieprzewidywalności gór jest czystą prawdą. Deszcz dopadł Nas gwałtownie i gdybym nie dostrzegł średnich rozmiarów jaskini, przemoklibyśmy z Ram’em do suchej nitki.
- Nadal twierdzisz, że nie warto zważać na warunki pogodowe?- Zwróciłem się do przyjaciela, który mierzwił sobie mokre włosy.
- Dobra, przyznaję, miałeś ra… Wow…- Kumpel najprawdopodobniej zahaczył nogą o jakiś kamień (a przynajmniej tak wtedy myśleliśmy), gdyż po chwili w pięknym stylu zaliczył glebę. Słyszałem jak przeklinał pod nosem i trzymał się za bolące palce u stopy. Lecz kiedy zobaczyliśmy o co tak naprawdę Ram się potknął, oboje zamarliśmy. Przed nami leżało, zawinięte w koc, ciało (mniej, więcej 15-letniej) dziewczyny, której włosy zlały się z granitowym podłożem. Gdy zbliżyliśmy się nieco do trupa, oczy nastolatki otworzyły się, a my, przerażeni, odskoczyliśmy w tył, chwytając się nawzajem za ramiona. Po naszych minach od razu można było poznać o czym pomyśleliśmy: „duch”. Jak teraz sobie przypominam tą sytuację, to musiało to wyglądać idiotycznie, ale jakoś wtedy nie miałem czasu, żeby się nad tym zastanowić. Dziewczyna podniosła się i przecierając zaspane powieki, rozejrzała się po grocie mrucząc coś pod nosem.
- K-kim albo czym, T-ty jesteś?- wyjąkał Ram.
- O to samo mogłabym się Was zapytać- odparł „duch”, zeskanowując Nas wzrokiem.
- Jesteś człowiekiem?- Dodałem ciut pewniej.
- Naprawdę, jestem pod wrażeniem, Amerykę odkryłeś!
Dalej rozmowa poszła już, że tak powiem, gładko. Musieliśmy się z Ram’em przedstawić ‘o nieznajomej’ i odpowiadać na jej idiotyczne pytania. Najburzliwsza atmosfera zawisła nad moim kumplem i nowopoznaną dziewczyną. Przyjaciel co i raz spoglądał na szyję 15-latki (aż zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno nie ma jakiegoś kompleksu szyjnego albo czego innego), a ona ukradkiem spoglądała na niego, jak gdyby już się spotkali czy nawet znali. Nie sądziłem, żeby to było możliwe, a przynajmniej do czasu. W pewnym momencie Ram nie wytrzymał już nerwowo i zarzucając oba plecaki na siebie, ruszył w stronę wyjścia.
- Kei, deszcz już powoli ustaje, więc możemy iść dalej…- rzekł Ram i zrobił krok naprzód, znajdując się tym samym poza zasięgiem sklepienia jaskini. On chyba naprawdę nie miał zamiaru się poddawać, a mnie nie opłacał się powrót do wioski- wątpię czy byłbym w stanie w ogóle znaleźć drogę powrotną. Obfity deszcz zmienił się w niewielką mżawkę, ale i tak pragnąłem go ostrzec przed kolejną uwagą dziadka- śliskie, niebezpieczne szlaki. Zanim jednak zdążyłem cokolwiek powiedzieć, usłyszałem krótki krzyk Ram'a. Natychmiast wybiegłem na zewnątrz i ujrzałam przyjaciela zwisającego z górskiej półki, trzymającego się za nią ostatkiem sił. Z drugiej strony skalistego zbocza zwisał mój pakunek. Musiałem, więc wybrać- albo życie Ram'a, albo dziennik dziadka. Widząc jak tobołek mojego 'brata' spada w przepaść, postanowiłem wybrać pierwszą opcję. I to był jeden z największych błędów, jakich kiedykolwiek popełniłem. Podałem koledze rękę i wciągnąłem go w ostatniej chwili. Dziennik mojego dziadka i reszta rzeczy oglądała już tą sytuację z dołu stromego urwiska.
- Ale Ty jesteś głupi!- Zachichotał Ram, a ja poczułem przeszywający moje ciało ból. Ostatnie co pamiętam, to widok nadbiegającej dziewczyny, która co pewien czas powtarzała wyraz: k a g e (jap. cień). Potem najwyraźniej straciłem przytomność.

Ocknąłem się w jakiejś grocie. Nie była to ta sama, co poprzednio. Ta, w której się obecnie znajdowałem, budziła wrażenie o wiele większej. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i rozpoznałem znajomą 15-latkę, siedzącą kilka metrów ode mnie. Nuciła pewną piosenkę, która niosła ukojenie dla moich ran, jak również umysłu.
- A więc straciliśmy jeszcze jednego strażnika...- mruknęła pod nosem, zupełnie jakby wyczuła, że się obudziłem.- Jak się czujesz?
- Uh, bywało lepiej- jęknąłem, podnosząc się z posłania.- Powiesz mi co się tak naprawdę stało? O tych całych 'strażnikach'?
Dziewczyna kiwnęła głową i opowiedziała mi historię o powstaniu jej narodu (którą zdaje się, że już słyszeliście). Okazało się, że tymi 'pierwszymi ludźmi, którzy zapragnęli posiąść oba talizmany' byli członkowie Drużyny Cienia. Zorganizowali oni zmasowany atak na Wyspę Ryu. Wódź narodu nastolatki, Atasuke (co ciekawe będący Pokémon'em; Mega Lucario), nie zdołał odeprzeć doskonale zaplanowanych działań Armii Cienia, nawet swym królewskim wojskiem pod dowództwem przyjaciela Shi. Re, chłopak, którego strażniczka darzyła silnym uczuciem, przed bitwą ofiarował jej jednak Snivy, stworka, który miał go zastąpić w opiece nad nią, gdyby coś poszło niezgodnie z planem. Po przegranej walce, Re został wzięty do niewoli, a 15-latka ruszyła na jego poszukiwania. Te same osoby zwerbowały w swoje szeregi Ram'a, ostatniego ze strażników, który chcąc poznać tożsamość swoich rodziców dołączył do Zgrupowania. Podczas pierwszej naszej rozmowy z Shi, mój kumpel był pewien, że dziewczyna dojdzie prędzej czy później do prawdy, dlatego też był taki nerwowy. Zdałem sobie sprawę również z tego, że on wcale nie patrzył na szyję strażniczki, a na jej amulet.
- Nadal nie wiesz dlaczego twój dziadek nie pozwalał Ci opuszczać wioski?
- Hm?- Popatrzyłem pytająco na dziewczynę, która w tym momencie głośno westchnęła.
- Ale z Ciebie tępak. Oczywiście, że chciał Cię chronić! On sam był kiedyś członkiem armii Wyspy Ryu, a twoi rodzice zginęli odsyłając Cię tutaj.
Założę się, że moja mina była po prostu bezcenna. Wpatrywałem się w osłupieniu w Shi, a moja dolna szczęka powędrowała w dół. Okej, czyli podsumowując: jestem częścią legendy, mamy na ogonie cztery wredne, mistyczne bestie, oprócz tego praktycznie dwie w posiadaniu tych od cienia, gonimy jakąś organizację, o której istnieniu wczoraj jeszcze nie miałem bladego pojęcia, a mój dotychczas najlepszy kumpel okazał się zły i chciał mnie zabić (za pomocą trucizny). Chyba jeszcze brakuje tu tylko Rangers'ów biegających w obcisłych, zielonych gatkach- lepiej już być nie mogło.
- To jak, wchodzisz w to?- Głos Shi przerwał moje przemyślenia.
- Wchodzę w co?
- We wspólną podróż po świecie, oczywiście. Nie za bardzo się rozeznaje w tych terenach...
Miałem ochotę odrzec: "No to chyba na nie za dobrą osobę trafiłaś...", ale kolejne zdanie dziewczyny zmieniło moje nastawienie do całej wyprawy:
- A kto wie, może znajdziemy twojego dziadka.
- A wrócę z tej wyprawy żywy?- Spytałem.
- Może- odparła 15-latka, szczerząc się do mnie.
- Tego się właśnie obawiałem!
Na tym nasza rozmowa się urwała, a Shi pociągnęła mnie za sobą.
- Wiesz, co, będę do Ciebie zwracał S h i r o.
Strażniczka przystanęła na chwilę, a ja się przygryzłem w język.
- C-czy powiedziałem coś złego? Jeżeli nie chcesz, to...
- Nie, spoko. Możesz tak do mnie mówić. Po prostu kiedyś już ktoś mnie tak nazywał i był do Ciebie bardzo podobny.
Nie musiałem nawet pytać. Wiedziałem, że mowa była o Re. Wykonaliśmy ostatni zakręt i wtem moje przyzwyczajone do ciemności oczy, ujrzały rażące światło dzienne. Lecz kiedy już zdołały się do niego przyzwyczaić, zobaczyłem coś niesamowitego. Moje rodzinne okolice nie mogły się równać z tym niepowtarzalnym widokiem. Przede mną rozciągał się malowniczy region, na który już wiele razy natrafiałem przeglądając zapiski i rysunki dziadka. Domyśliłem się, iż właśnie pozostawiliśmy za sobą górski grzbiet.
- To jest właśnie prawdziwy urok przygód! Choć, musimy odnaleźć dla Ciebie jakiegoś towarzysza do walk, inaczej w tym świecie nie dasz sobie rady- oznajmiła Shiro, nabierając świeżego powietrza i przeciągając się.
- O, rany, to przecież region Kalos...- zdołałem wybełkotać.
Starter: Fletchling

Dodatkowy Ekwipunek: ---

Cele podróży:
* Odnalezienie i uratowanie Re (oraz nawrócenie na dobrą stronę mocy Ram'a).
* Złączenie wszystkich części medalionu i przywołanie z powrotem do życia Reshiram, a także rozwiązanie Zgromadzenia Kage, co graniczy z cudem.
* Odnalezienie dziadka Kei'a

[url=Box]Box[/url][url=Konto bankowe]Konto bankowe[/url][url=Karta postaci]Karta postaci[/url]
Powrót do góry Go down
Vaphel
Admin
avatar

Liczba postów : 3173
Join date : 16/07/2013
Age : 26
Skąd : Mazovian

Karta Postaci
Profesja Główna:
Starter:

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Wto 06 Maj 2014, 12:35

Poprowadzę to, choć klimat nie do końca mój i nie znam też Kalos. Będzie fajnie Smile

_________________________________
Powrót do góry Go down
http://pokenova.forumpl.net/t94-fernando-de-la-rosa
Kacperro



Liczba postów : 5
Join date : 04/05/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Pią 09 Maj 2014, 16:58

Imię "Ksywka" nazwisko: Carlos Munez
   Data urodzenia i wiek: 15.03.2000
   Wygląd:
   Miasto startu i region: Kanto, Pallet Town
   Charakter postaci: Carlos od praktycznie zawsze spotykał się z dużym naciskiem rodziców na to, aby został gwiazdą sportu. Na początku było fajnie, dzięki czemu stał się niezwykle pewny siebie. Radził sobie ponadprzeciętnie, z czasem futbol "wyłaniał" u niego nowe cechy charakteru, potrzebne na boisku, takie jak: waleczność, wielka ambicja. Dzieciństwo wśród ciągłych wymogów rodziców sprawiło, że Carlos stał się lekką fajtłapą, nie umiał podjąć ważnych decyzji samodzielnie. Poza tym zauważalne są: niezwykła zadziorność, nieustępliwość czy opanowanie. Mało czasu spędzał wśród swoich rówieśników, a podczas treningów nie skupiał się na kontaktach z innymi, przez co można zauważyć u chłopaka lekką nieufność. Mimo wszystko Munez wymaga od życia, a także cieszy się z niego, chociaż kiedyś nie umiał tego robić...
   Historia: W życiu każdego chłopca nadchodzi moment, w którym musi wybrać co dla niego dobre. Czy jest to dążenie do bycia sławnym sportowcem niczym Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi, a może lepszym wyborem będzie droga muzyczna? Wiadomo Metallica, Iron Maiden, generalnie te sprawy. Otóż w tej historii przed takim zadaniem staje niejaki Carlos Munez, młodzieniaszek z gimbazy, Pallet Town. Niestety los nie jest dla niego zbyt łaskawy, bowiem jest to przedstawiciel typowego „pechowca”. Mimo to twardy charakter często pozwolił przejść mu przez przeróżne ciężkie sytuacje w życiu. A jak na 14 latka miał ich on całkiem sporo. Zaczynając od początku:
Carlos urodził się w Pallet Town, miasteczku słynącym głównie z tego, że jest tam laboratorium niejakiego profesora Oaka, przez którego wiele młodzieńców rozpoczynało swoje przygody z Pokemonami. Ze względu na bardzo ciężką sytuację finansową rodzice zmuszeni byli pracować na dwa etaty, przez co chłopak już w wieku 5 lat musiał zostawać na noce sam w domu, jednak nigdy nie miał o to pretensji do rodzicielów – przecież wszystko robili głównie z myślą o nim i o jego przyszłości. Wiązali bowiem z nim wielkie nadzieje, cała rodzina widziała w nim od początku kogoś, kto będzie nie tylko jej chlubą, ale także żywą maszynką do zarabiania pieniędzy. Nieświadom niczego młodzieniec przez wszystkie lata swojego dzieciństwa zostawał praktycznie zmuszany do uprawiania sportu. Rodzice uważali, że z tego będzie czerpał największe w przyszłości zyski. Początkowo nie był z tego niezadowolony, przez swoje umiejętności imponował przez lata kolegom i koleżankom, u których wzbudzał podziw.
-Wiesz co, ty to kiedyś zostaniesz takim Rivaldo – takie słowa usłyszał kiedyś na WFie od jednego z kolegów. Na tyle utknęły mu one w pamięci, że postanowił je sobie zapisać na kartce i powiesić nad łóżkiem.
-W sumie to sport jest całkiem spoko – wmawiał sobie na siłę co wieczór, z lekkimi łzami w oczach wpatrując się w ową karteczkę ledwo co trzymającą się na suficie.
Wmawiał… bowiem chłopak widział swoje miejsce w zupełnie innym świecie, tym, który jest tak popularny, o którym się tak mówi, czyli w świecie Pokemonów. Kiedy jako dziecko zostawał sam w domu, mimo zakazów rodziców, ze względu na rachunki za prąd postanawiał włączać chociaż na chwilę telewizor i mimo, że często leciała tam liga mistrzów, on wolał przełączyć na kanał dalej i obejrzeć czy to walkę o przewodnictwo w regionie Kanto, czy też byle jakie powtórki z zawodów koordynatorów. Piękno, siła pokemonów imponowały mu na tyle, że nie chciał w życiu robić nic innego. Został jednak tak wychowany, że bał się odmówić swoim rodzicom, którzy przedstawiali mu zupełnie inną wizję jego życia.
Wszystko zaczęło się zmieniać w okresie tak zwanego buntu, czyli czasie, w którym to każdy nastolatek stara się udowodnić, że to co on chce, jest dużo ważniejsze, niż to co pragną wszyscy inni. Carlos właśnie wtedy starał się delikatnymi znakami pokazywać, że nie chce i nie lubi grać w piłkę. To mówił, że nie chce mu się iść na trening, czy, że boli go noga i chyba nie może grać. Wtedy ojciec wręcz na siłę wysyłał go na treningi, a żeby sprawdzić, czy na pewno na nie dotarł, śledził go. Doskonale o tym wiedzący syn, nawet nie próbował wykrętów. Pewnego kolejnego, żmudnego poranka usłyszał tako oto rozmowę rodziców:
-Sierra… to już nie ma sensu. On się zaczyna buntować – takie słowa padły z ust ojca do matki
-Co?! Przecież sam mówiłeś, że to będzie żyła złota!
-No wiem, wiem. Ale nie ma sensu na siłę go do tego upychać, ja… myślałem, że on lubi to robić, a okazuje się, że ma to wszystko gdzieś
-Chyba nie chcesz się teraz wycofać? Po tym wszystkim, co zrobiliśmy, aby tak się rozwijał, te przelane pieniądze, emocje. On miał to wszystko zwrócić!
Usłyszawszy tak materialne podejście do sprawy matki jak najszybciej wybiegł z domu do miejsca, w którym lubił spędzać mnóstwo czasu, była to mała rzeczka na obrzeżach miasta. Lubił je głównie ze względu na to, iż było to jedno z nielicznych miejsc, gdzie spokojnie można było sobie usiąść, popatrzyć w piękną, niebieską, wręcz przezroczystą wodę i poobserwować przeróżne pływające w niej stworzenia.
-Jak ona może… traktuje mnie jak przedmiot… co z niej za matka… – rozmyślał sobie młody przedstawiciel rodziny Munez.
-Witaj chłopcze, nad czym tak rozmyślasz? – odwrócił się i zobaczył kierującego do niego te słowa postać którą dobrze kojarzył – był to Profesor Oak!
-A tak… o życiu – wypowiadając te słowa starał się ukryć swój wewnętrzny smutek.
-To chyba bardzo ogólne stwierdzenie, nieprawdaż? – naukowiec prawdopodobnie wyczuł coś nieprawidłowego w głosie młodzieńca.
-To długa historia… i wątpię, żeby profesorowi chciało się jej słuchać
-Ależ ja chętnie posłucham, młodzi ludzie są przyszłością świata i warto się z nimi porozumiewać jak najczęściej – po tym zdaniu Carlos ewidentnie się przełamał i opowiedział wszystko, co się wydarzyło w ostatnim okresie, w jego życiu.
Po dosyć długiej opowieści zaczęło się ściemniać, wyraźnie oburzony postawą pani Munez prof. Oak przez dłuższą chwilę nie odzywał się, jednak milczenie nie trwało zbyt długo.
-Dobra, robi się późno, wracaj do domu, porozmawiam z Twoim ojcem jeszcze dziś przez telefon, a może nawet wpadnę do waszego mieszkania – rzekł Profesor
-Ale… będą na mnie źli, że żale się komuś obcemu i opowiadam historię mojej rodziny
-Uwierz mi, nie będą. Poza tym nie jestem Ci obcy, jako profesor jestem naprawdę zżyty z miastem, jak i jego mieszkańcami. Ich problemy są moimi, jak i na odwrót. A teraz muszę już lecieć, bądź dobrej myśli – to mówiąc odszedł gdzieś w kierunku centrum miasta prof. Oak.
Faktycznie, robiło się co raz ciemniej, tak więc Carlos także skierował się do miejsca swojego zamieszkania, jednak lęk przed tym, że rodzice mogli już rozmawiać z naukowcem, bał się iść tam szybko. Chcąc, nie chcąc w końcu trafił do mieszkania. Jak najciszej otworzył drzwi, jednak uporczywa mama od razu naskoczyła na niego, zarzucając mu to wszystko, czego się obawiał. W końcu uderzyła syna w twarz… wszystko widzący ojciec natychmiast odepchnął ją i wyszedł z synem na zewnątrz.
-Nie przejmuj się… ona ma bzika na punkcie pieniędzy i nie cierpi, jeżeli wie, że ty jej ich nie dasz. Spokojnie… dzisiaj nocujesz u Profesora Oaka, proszę bardzo, oto twoje rzeczy na podróż! Niech Twoje marzenia się spełnią, wierzę, że nawet jako trener staniesz się chlubą rodziny. Postaraj się zapomnieć o tym, co się wydarzyło przed chwilą. Ja z całego serca przepraszam Cię za to, że próbowałem zrobić z Ciebie żywą skarbonkę. Jest mi z tego powodu niesłychanie wstyd. Byłem złym ojcem, nie powinienem Cię do niczego zmuszać. Nie zdziwię się, jeżeli będziesz chciał o mnie i mamie zapomnieć, jednak jeżeli będziesz czuł taką potrzebę, w każdej chwili możesz wrócić do domu… – powiedział ojciec ze łzami w oczach, po czym wręczył synowi plecak, jednak nawet nie pożegnał się z synem i z opuszczoną głową udał się z powrotem do mieszkania…
Carlos szybko udał się do prof. Oaka, aby odpocząć i przespać się…
Następnego poranka obudziwszy się usłyszał pukanie do drzwi
-Carlos, wstałeś już? – był to profesor.
-Tak, proszę
-Cóż… pewnie domyślasz się co Cię teraz czeka, chodź szybko na dół
Podekscytowany chłopak jak najszybciej zszedł piętro niżej i ujrzał, jak profesor wyjmuje jakąś paczuszkę.
-Proszę bardzo, oto wszystko, co przyda Ci się w Twojej podróży
Słysząc te słowa z ust naukowca pierwszy raz poczuł się szczęśliwy, poczuł, że w końcu będzie robił to, na co ma ochotę.
-Niestety nie mam wiele czasu, więc jedyne co mogę powiedzieć to… powodzenia! A teraz ruszaj, świat czeka na Ciebie! Trzymaj się i dzwoń do mnie regularnie, traktuję Cię jako mojego ucznia! – Oak uściskał młodzieńca, po czym odprowadził go do drzwi i pożegnał.
-Teraz moje życie dopiero się zacznie! – powiedział sam do siebie pełen energii chłopak i ruszył ku przygodom...

   Starter: Charmander

   Dodatkowy Ekwipunek: Latarka, Lornetka, Pudełko zapałek, 2l butelka wody

   Cele podróży: Zostać de best, zacząć nowe, SWOJE życie

   [url=Box]Box[/url][url=Konto bankowe]Konto bankowe[/url][url=Karta postaci]Karta postaci[/url]
Powrót do góry Go down
Vaphel
Admin
avatar

Liczba postów : 3173
Join date : 16/07/2013
Age : 26
Skąd : Mazovian

Karta Postaci
Profesja Główna:
Starter:

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Pią 09 Maj 2014, 17:29

Przyjęty na ostatnie miejsce. Pouzupełniaj zapis o linki a zrobię Ci grę.

_________________________________
Powrót do góry Go down
http://pokenova.forumpl.net/t94-fernando-de-la-rosa
Splendid

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Nie 22 Cze 2014, 15:13

Imię "Ksywka" nazwisko: Alexander "Alex" Blaine
Data urodzenia i wiek: 17.06.2001
Wygląd: Najkrócej można określić Alexa jako "Standardowego trzynastolatka" - ma około 1,60 m. wzrostu, niebieskie oczy, włosy średniej długości w kolorze ciemny blond, na jego ciele widoczne są lekkie mięśnie. Wyjątkowo sprawny fizycznie, przez co podróże, nawet w bardzo nieprzyjemnych warunkach nie stanowią dla niego żadnego problemu. W chwili wyruszenia w podróż ma na sobie czarny T-shirt z pomarańczowymi i czerwonymi płomieniami na dole, granatowe jeansy i adidasy.
Rodzime miasto/Miasto startu i region: Kanto, Cinnabar
Charakter postaci: Wyjątkowo ciekawski, co czasem jest mu na rękę, czasem wręcz przeciwnie... Otwarty i towarzyski, lubi nawiązywać znajomości, nieważne - z ludźmi czy pokemonami. Lubi sprawiać wrażenie tajemniczego, jednak nie zawsze mu to wychodzi. Ścisły umysł i dobry strateg - ma to po dziadku, często robi z tego użytek.
Historia: Dziesięć długich lat minęło od upadku zespołu Rocket po klęsce w Saffron, Vermilion zdążyło się odbudować po ataku potężnej armii smoków, a Johto i Hoenn także zapomniały już o słynnych bitwach legend stoczonych w lesie Ilex i w Sootopolis. Jednak na wyspie Cinnabar, spokojnej od czasów walki o Moltresa, wszystkie te wydarzenia przeszły bez echa. Liderem wciąż był tu słynny naukowiec - Blaine - genetyk, jeden z twórców Mewtwo, późniejszy partner jego i Entei. Jednak jego wiek dawał już znać o sobie... Blaine coraz poważniej myślał o emeryturze i od kilku lat poszukiwał godnego następcy. Myślał on o swojej rodzinie - jednak żaden z jego dwóch synów nie wybrał kariery trenera. Jeden był drobnym sklepikarzem pracującym na Cinnabar, drugi pracował jako marynarz u kapitana Surge'a na statku S.S. Aqua. Także żadne z pięciorga wnucząt Mistrza Wulkanu nie chciało pójść w ślady dziadka - oprócz jednego.
Wnuk ten miał na imię Alexander, chociaż większość jego kolegów zwracała się do niego "Alex". od małego lubił on towarzystwo dziadka i jego pokemonów, szczególnie chętnie bawił się z Arcaninem i parą Charmeleonów. Upodobał on sobie żywioł ognia - było to zrozumiałe, biorąc pod uwagę miejsce zamieszkania. Jednak to nie trenowanie ciągnęło go najbardziej - był on raczej typem poszukiwacza przygód, nieraz dostawał karę za zapuszczanie się do wulkanu - za każdym razem odpowiadał, że szukał w nim skarbów. Przy takim podejściu nie mógł on zostać kolejnym liderem Cinnabar - chyba, że zostałby odpowiednio przeszkolony. I właśnie wyszkolenie go było celem Blaine'a. Dlatego w dniu trzynastych urodzin chłopca, dziadek wysłał mu zaproszenie do laboratorium. Alex oczywiście błyskawicznie przybył na miejsce, jako że wyspa była niewielka i nie musiał iść zbyt długo. W budynku dziadek dał mu książkę "Zaginione skarby pięciu kontynentów - przewodnik po artefaktach."
- Wiem, że jesteś urodzonym poszukiwaczem. Płynie w tobie moja krew, więc wiem też, jak wiele będziesz w stanie dokonać. Dlatego przyjmij tę książkę wraz z najlepszymi życzeniami urodzinowymi...
Chłopak otworzył książkę. Były w niej informacje o wszystkich skarbach, jakie dotąd znał tylko z legend i o wielu innych rzeczach. Szczególną uwagę chłopca zwrócił jeden rozdział - poświęcony osiemnastu płytom, z których każda symbolizowała jeden typ pokemonów. Na pierwszej stronie rozdziału tkwiła zakładka z logiem sali trenerskiej z Cinnabar.
- Słynne Dyski Żywiołów... Słyszałem o nich. Są rozrzucone po wszystkich pięciu regionach. Wiadomo, że istnieją, bo w wielu źródłach są o nich zapiski... Ale dotąd odnaleziono tylko dwa. I oba pozostawiono w miejscu znalezienia, a odkrywcy nie zdradzili, gdzie dokładnie są... Dziadku, dlaczego założyłeś ten rozdział?
- Jesteś członkiem mojej rodziny. I jesteś jedynym, który wykazuje zrozumienie dla pokemonów, który umie się z nimi obchodzić... Jestem już stary, wkrótce zapewne odejdę. Dlatego muszę wybrać kogoś, kto przejmie obowiązki lidera. Wiem, że potrafisz dokonać czegoś wielkiego, dlatego wybrałem właśnie ciebie. Ale jeśli chcesz się uważać za mojego potomka i dziedzica tej sali, "coś wielkiego" nie wystarczy. Dokonaj tego, czego nikt wcześniej nie zrobił, czegoś, co było uważane za niemożliwe. Jak ja dziesięć lat temu...
W tym momencie chłopiec zauważył Jego. Potężny, humanoidalny stwór - najprawdopodobniej pokemon - o skórze barwy sinej z potężnym, fioletowym ogonem stał za Blainem.
- Poznaj mojego największego przyjaciela, mojego brata... Oto Mewtwo. Kiedyś łączyła nas więź, z powodu której nie mogliśmy żyć bez siebie. Więź, która mało nie doprowadziła do mojej śmierci... Dziś więź ta już nie istnieje a Mewtwo jest całkowicie wolny, jednak ciągle jest mile widziany na tej wyspie. Oto to, czego ja dokonałem. Stworzyłem życie.
Alex oszołomiony patrzył na pokemona. Słyszał wiele opowieści o tym, co jego dziadek robił przed dziesięcioma laty, ale wydawały się zbyt... nieprawdopodobne. Aż do tej chwili. Na twarzy chłopca szybko pojawiło się jednak zrozumienie.
- Czyli chcesz, żebym ja...
- Tak. Odnajdź te dyski. Wtedy uznam, że jesteś godny objęcia stanowiska lidera Cinnabar.
- Dobrze... Ale gdzie mam szukać?
- Zacznij od szukania wskazówek w książce. Każda płyta jest ukryta w miejscu związanym w jakiś sposób z jej żywiołem.
- Czyli mogę zacząć od szukania płyty ognistej w tym wulkanie?
- Możesz. Jednak badałem ten wulkan i budowałem w nim swoją siedzibę tyle lat, że znam wszystkie jego tajemnice. Możesz być pewien, że w tym wulkanie ani w ogóle na tej wyspie jej nie ma. I wcale nie jestem pewien, czy znajdziesz ją w wulkanie... To miejsce związane z żywiołem ognia. To może być chociażby pustynia czy gorące źródła... Wszystko zależy od ciebie.
Chłopak zastanowił się chwilę. Blaine wiedział, jakie pytanie padnie.
- Ale niby jak mam wyruszyć bez...
Naukowiec szybko podał chłopcu niewielkie pudełko. Ten zdziwiony otworzył - w środku był ekwipunek początkującego trenera.
- Nie wyruszysz bez przygotowania. Dostaniesz to oraz pierwszego pokemona. Może to być każdy pokemon ognisty, jaki występuje w tym wulkanie. Wybieraj.
- Jeszcze jedna sprawa... - Twarz Alexa ciągle wyrażała wątpliwości - Co rodzice powiedzą? To chyba będzie niebezpieczna podróż...
- Czy niebezpieczna - zależy tylko od ciebie. A z twoimi rodzicami rozmawiałem. Uważają, że sobie poradzisz.
- Dobrze. W takim razie pozostaje kwestia pokemona.
Chłopiec uśmiechnął się złośliwie. Blaine znał tą minę - zawsze się tak uśmiechał, gdy wpadł na jakiś genialny plan. Jego wnuk najwyraźniej odziedziczył spojrzenie po nim. Szybko zrozumiał, co to znaczy - w jego hodowli znajdował się jeden okaz wyjątkowo rzadkiego i trudnego do rozmnożenia pokemona.
- Chciałbym Charmandera, dziadku...
Starter: Charmander

Dodatkowy Ekwipunek: Jedzenie dla siebie, karma dla pokemonów.

Cele podróży: wyznaczony w historii; zdobycie wszystkich osiemnastu dysków

[url=Box]Box[/url][url=Konto bankowe]Konto bankowe[/url][url=Karta postaci]Karta postaci[/url]
Powrót do góry Go down
Vaphel
Admin
avatar

Liczba postów : 3173
Join date : 16/07/2013
Age : 26
Skąd : Mazovian

Karta Postaci
Profesja Główna:
Starter:

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Nie 22 Cze 2014, 19:05

Historia nie jest zła, ale zapisz się do Jokera. Ja mam jeszcze póki co mało czasu. W razie czego w lato będziesz mógł się przenieść.

_________________________________
Powrót do góry Go down
http://pokenova.forumpl.net/t94-fernando-de-la-rosa
Dante

avatar

Liczba postów : 11
Join date : 18/08/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Pon 18 Sie 2014, 17:48

Imię "Ksywka" nazwisko: Dante Aizawa
Data urodzenia i wiek: 27.11.1998 (15 lat)
Wygląd: Dante to młodzieniec o wiecznie nastroszonych blond włosach. Mimo wszystko jednak znajdują się one w bardzo estetycznym nieładzie. Wszystko bardzo dobrze się zgrywa z jego jasnozielonymi oczami, dzięki czemu wszystko razem jest doskonale zrównoważone. Swoje wysokie i szczupłe ciało zakrywa zawsze w podobnym stylu, a najczęściej ma na sobie białą bluzkę z krótkim rękawem, którą zakrywa kamizelką o różnobarwnych wzorach. Na dłoniach nosi czarne rękawice bez palców, aby ułatwiały mu zadania jakie stawia przed nim samotna podróż. Do tego wszystkiego dochodzą czarne i wytrzymałe jeansy, a na stopach zawsze nosi białe adidasy. Na plecach dodatkowo nosi swój podróżny balast w zielonym plecaku…
Rodzime miasto/Miasto startu i region: Oblivia, Aqua resort
Charakter postaci:  Dante to osoba o bardzo barwnej i ciepłej osobowości. Pilnuje się, aby komuś nie dopiec i nie sprawić by poczuł się źle, choć nie jest to takie łatwe, bo mimo opanowania w czasie ważnych dla niego spraw, gdy rozmawia z innymi ludźmi zdarza mu się powiedzieć o kilka słów za dużo lub najpierw mówić, a później myśleć. Oczywiście inaczej sprawy się mają, jeżeli ktoś wyprowadzi go z równowagi, wtedy nie próbuje się powstrzymywać i potrafi walczyć o swoje– choć jest to naprawdę bardzo trudne. Posiada ogromny optymizm, dlatego też na jego twarzy rzadko kiedy można ujrzeć smutną i zatroskaną minę. Od dziecka posiadał ogromną charyzmę i potrafił w łatwy sposób przyciągać do siebie inne osoby i nabywać nowych znajomości (mimo tego, że czasami powie o kilka słów za dużo). Pewnie właśnie to pomogło mu w czasie pracy u profesora oraz w kontakcie z pokemonami, do których ma olbrzymią cierpliwość. Rzadko kiedy jest impulsywny i przeważnie kieruje się zdrowym rozsądkiem, więc nie pakuje się zbyt często w kłopoty… No chyba że chodzi o jego przyjaciół lub pupili – wtedy jest zdolny do wszystkiego. Jest typem myśliciela, który zawsze na wszystko ma jakąś odpowiedź i wytłumaczenie, dlatego bardzo trudno zaskoczyć go jakąś trudną sprawą lecz jego zamyślenie powoduje, że czasami odrywa się od rzeczywistości i nie czuje upływu czasu przez co spóźnia się na wyznaczone terminy. Mimo wszystko przejawia dość dużą błyskotliwość w tym co robi. Traktuje swoich przyjaciół na równi sobie i stara się nie wywyższać ponad innych. Lubi, gdy inni widzą w nim dobrego człowieka.
Historia: Dante urodził się w zwykłej rodzinie. Jego ojciec i matka bardzo często pozostawali w podróży, ponieważ z zawodu byli archeologami. Życie młodzieńca upływało samotnie w jego własnym świecie pokemonów, jednakże nie było to spowodowane brakiem kontaktu z rówieśnikami. To jego własny wybór, aby poświęcić się swojej pasji. Oczywiście wiele czasu musiał poświęcać nauce i studiowaniu różnych gatunków pokemonów, ponieważ jego największym marzeniem było zostanie znanym trenerem tych pociesznych potworków. Zawsze chciał podróżować po całym świecie i uzyskać jak najszerszą wiedzę na ich temat, a że jeszcze wiele zostało mu do odkrycia to tak jak już wcześniej wspominałem, uważał że najlepsze w tym przypadku będzie zdobycie praktyki.

Mijały kolejne miesiące i w końcu nadarzyła się doskonała okazja dla małego maniaka pokemonów. Akurat rozpoczął się okres wakacyjny i profesor Olaf zajmujący się hodowlą pokemonów postanowił zatrudnić na trzy długie i ciepłe miesiące dwójkę młodych pasjonatów stworków i wiedzy na ich temat, aby pomagali mu oni w czasie jego codziennej pracy. Dante i tak miał spędzić te miesiące samotnie, gdyż był to okres wielu wykopalisk i spotkań w muzeach w których brali udział jego rodzice. Cała ta sprawa nie była jednak taka łatwa, ponieważ wiele dzieciaków postanowiło postarać się o te dwa tak bardzo atrakcyjne wakaty. W końcu cały świat żył pokemonami, a tym bardziej dzieciak. Każdy z nich w pewnym etapie swojego życia chciał zostać trenerem, hodowcą lub obserwatorem. Właśnie dlatego prof. Olaf postanowił wyłonić dwóch laureatów na podstawie eseju na temat dlaczego to właśnie dana osoba miała u niego pracować oraz na podstawie wyników testu, na który zjechało się prawie sto chętnych. Rywalizacja była bardzo zaciekła, a dwójkę zwycięzców wyłoniono dopiero po tygodniu sprawdzania i omawiania wyników jakie osiągnęli kandydaci.

Kiedy nadszedł już ten upragniony dzień i wszystko miało się wyjaśnić wszyscy zebrali się przed domem profesora, który po kilkudziesięciu długich minutach w końcu pojawił się na werandzie w towarzystwie swojego pupila, którym był Mr Mime.
- Więc stało się moi mili mam już nazwiska dwójki z was, którzy zostaną moimi uczniami i pomocnikami na okres trzech miesięcy. Nikt nie wie jak potem potoczą się ich losy, ale pamiętajcie... Ci którzy dziś nie usłyszą swojego nazwiska nie powinni się załamywać. Walczcie o swoje marzenia i mam nadzieję, że pokemony już do końca życia będą w waszych sercach tak jak u mnie.
Nastała długa cisza podczas, której profesor obserwował wszystkich zgromadzonych. Trzeba było mu przyznać, że potrafił budować napiętą atmosferę.
-Więc.. muszę przyznać, że zaskoczyliście mnie tak wysokim poziomem. Wielu z was zdobyło maksymalną ilość punktów i musiałem dokonać wyboru na podstawie tego co napisaliście w eseju. Tak więc dwiema osobami, które zostaną stażystami w moim laboratorium i na ranczu pokemonów są Dante Aizawa oraz Koji Mijamoto. Gratuluję wam z całego serca i zapraszam do ogrodu na tyłach domu. Muszę z wami porozmawiać.

W czasie rozmowy chłopcy dowiedzieli się czym będą zajmować się podczas pracy u profesora i sami wyjawili również swoje życiowe cele. Dante oczywiście opowiedział o tym, że chciałby zostać znanym trenerem pokemonów i otworzyć w przyszłości szkółkę dla młodych zapaleńców takich jak on, a Koji okazał się osobą bardziej emocjonalnie związaną z pokemonami. Jego celem było otworzenie własnej kliniki i parku, w których mógłby opiekować się rannymi stworkami i przyczyniać się do powielania ich populacji. Tak wiec chłopcy nie mieli ze sobą konkurować z czego profesor bardzo się cieszył… Wręcz przeciwnie jakby bardziej się nad tym zastanowić ich współpraca w przyszłości mogłaby zaowocować powstaniem dużego kompleksu dla trenerów i ich pokemonów, jednakże nie ma co zbytnio wybiegać z takimi wymysłami.

Mijały kolejne tygodnie, a chłopcy uwijali się w pracy jak małe mróweczki. Przesiadywali u profesora całymi dniami, a nawet nocami. Choć trzeba przyznać, że Dante był w bardziej komfortowej sytuacji ze względu na to, że i tak przebywał sam w domu i nie musiał się nikomu meldować. Inaczej sprawa się miała z jego kolegą z pracy, a raczej przyjacielem gdyż trzy miesiące spędzone razem oraz wspólne zamiłowanie zrobiło swoje. Musiał on bardzo często późnym wieczorem opuszczać laboratorium i pokemony, ponieważ był rok młodszy od Dante i rodzice nie zawsze mu pozwalali na całonocne przesiadywanie u profesora, który bardzo polubił chłopców.

Kiedy staż u profesora dobiegał końca, zaskoczył on młodzieńców swoją propozycją. Ponieważ zżył się z chłopcami postanowił nie pozbywać się ich ze swojego otoczenia, tym bardziej że byli bardzo dobrymi pomocnikami. Była to jednak bardzo ciężka decyzja, jeżeli chodzi o Dante... Koji nie miał takiego problemu, ponieważ przyjął propozycję bez mrugnięcia okiem. W końcu i tak miał zamiar pozostać w swoim rodzinnym mieście. Dante jednak już na samym początku zdeklarował swoje cele i profesor był tego świadom kiedy składał swoją propozycję... Chłopak zastanawiał się przez całą noc i kiedy rankiem następnego dnia spotkał się z profesorem w jego domu oświadczył mu, że mimo bardzo kuszącej propozycji postanowił jednak wyruszyć w końcu w podróż. Uważał, że posiada już wiedzę wystarczającą, aby móc wyruszyć w samotną podróż i dobrze zajmować się swoimi pupilami. Postanowił jednak poczekać z wyruszeniem w nieznane do powrotu rodziców, którzy mieli pojawić się na powrót w domu już za kilka dni.

Czas mijał bardzo szybko. Dante nie pracował już u profesora, ale odwiedzał go i swojego przyjaciela w wolnym czasie. I kiedy jego rodzice wrócili spędził z nimi kilka wspaniałych dni i oświadczył im, że tym razem to on wyrusza w swoją podróż. Jego deklaracja nie spotkała się z dezaprobatą, a wręcz przeciwnie ojciec ucieszył się, że syn chce w końcu stać się samodzielny i dorósł do tego, aby podjąć decyzję co chce dalej robić w życiu.

Minęły kolejne dwa dni i kiedy Dante miał już wszystko gotowe do podróży w drzwiach jego domu po raz pierwszy pojawił się prof. Olaf i trzymał w ręku dość sporych rozmiarów zawiniątko.
- Wiem od twoich rodziców, że dziś masz zamiar wyruszyć i dlatego się zjawiłem. Chciałem wręczyć ci ten prezent, aby to co w nim znajdziesz dobrze służyło ci w czasie drogi. Otwórz kiedy będziesz miał wolną chwilę i dokładnie się ze wszystkim zapoznaj, a ja wracam do laboratorium bo nie wiem czy Koji poradzi sobie beze mnie. Powodzenia! I odzywaj się do nas.
Dante podziękował za miły gest i po powrocie do swojego pokoju rozpakował podarunek. Był w nim krótki list od profesora i jego przyjaciela oraz to o czym marzył każdy trener rozpoczynający przygodę. Dokładniej mówiąc w pudełku znajdowała się "wyprawka" dla początkującego trenera pokemonów oraz pokeball zawierający pierwszego towarzysza, którego bez zwłoki Dante wypuścił w swoim pokoju… Okazał się nim być Charmander, który był upragnionym pokemonem chłopaka i o czym doskonale wiedział jego przyjaciel i musiał powiedzieć o tym profesorowi.
- Dzięki wam wielkie!

Starter: Charmander

Dodatkowy Ekwipunek: Karma dla Charmandera.

Cele podróży: Cel jest prosty i jasny… Zostać jak najlepszym trenerem pokemonów, aby być rozpoznawalnym w każdej lidze. Nie chce jednak tego wyłącznie dla sławy. Rozgłos potrzebny mu jest , aby móc w przyszłości wrócić do miasta w którym się wychował i otworzyć tam, razem z dwójką swoich przyjaciół, szkołę dla przyszłych trenerów pokemon. Chciałby dać małym dzieciakom taką samą szansę jaką on dostał od profesora, który obecnie jest jego przyjacielem. Potrzebna jest mu więc także pokaźna gromadka pokemonów, aby móc oswajać z nimi dzieci i uczyć je opieki nad nimi.

[url=Box]Box[/url][url=Konto bankowe]Konto bankowe[/url][url=Karta postaci]Karta postaci[/url]


Ostatnio zmieniony przez Dante1 dnia Sob 23 Sie 2014, 16:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Vaphel
Admin
avatar

Liczba postów : 3173
Join date : 16/07/2013
Age : 26
Skąd : Mazovian

Karta Postaci
Profesja Główna:
Starter:

PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   Sob 23 Sie 2014, 12:21

Zgodzę się na grę, jak wybierzesz inny region. Z tych o których Ci mówiłem.

_________________________________
Powrót do góry Go down
http://pokenova.forumpl.net/t94-fernando-de-la-rosa
The author of this message was banned from the forum - See the message
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać   

Powrót do góry Go down
 
Zapisy do podwodnego świata Wodnika...na lądzie też można grać
Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Zapisy
» Zapisy do adopcji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
PokeNova :: Gry :: MG Vaphel-
Skocz do: